XII Bieg Europejski


19 maja odbył się kolejny już XII Bieg Europejski w Gnieźnie.



Poniżej prezentujemy linki do wyników, galerii zdjęć oraz relacje uczestników.

 

Link do Galerii:

Galeria 1

 

Galeria i relacja 2

 

Galeria 3

 

Galeria 4

 

Galeria 5

 

Galeria 6

 

Galeria 7 + wideo

 

 

Wyniki:

 

Wyniki

 

 

Relacje uczestników: 

 

Arkadiusz Kruszona:

" Do Gniezna jeżdżę już chyba od 6 lat więc i w tym roku nie mogło mnie tu zabraknąć. Wiedziałem że nie jadę po wynik tylko po dobrą zabawę, zwłaszcza że w niedzielę jechałem na półmaraton do Tarnowa. Impreza zorganizowana idealnie, ja jakim innym biegu w Polsce na 10 km są 4 punty odżywcze :) ?. Śmiało można powiedzieć że w tym roku Gniezno dogoniło Grodzisk, od teraz będę mówił że są dwa idealne biegi w tym kraju. No i ten medal, obłędny, nie wiem czy nie najładniejszy jaki mam.  Mój wynik to 38:31 i 53 miejsce. Bez szału ale też się jakoś mocno nie spinałem, byłoby nawet wolniej ale gonił mnie Norbert Hołderny więc musiałem mu uciekać żeby sobie nie myślał :). "

 

Piotr Baum:

 

"Obojętne gdzie startuję zawsze chcę dać z siebie ile się da. Tydzień temu startowałem w maratonie i organizm był w fazie regeneracji, ale nie przeszkadzało to w starcie. Podczas Biegu Europejskiego chciałem pobiec tak szybko jak tylko będę w stanie. Moja życiówka z biegu na 10km (43:33) została zdobyta w Rakoniewicach w 2012 tydzień po maratonie w Warszawie i trzy po Wrocławskim, więc też w czasie dość dużych obciążeń. W momencie startu nie analizowałem jakie trzeba tempo utrzymać aby życiówkę na pobiec, to miał być mocny start, ale bez przesady. Średnie tempo jakie należało utrzymać to 4:20/km, ale to już w domu sprawdziłem.

Jak zwykle start był mocny, a po nim miało nastąpić spokojne uspokojenie fantazji i utrzymywanie spokojniejszego tempa. Po 5 kilometrze zauważyłem, że utrzymanie aktualnego tempa pozwoli poprawić życiówkę. Utrzymanie tempa, no właśnie… Nie jest to taka prosta sprawa jak by się mogło wydawać, zwłaszcza, że końcówka gnieźnieńskiej dziesiątki lekko wiedzie pod górkę. Na dziewiątym km organizm się zbuntował i tempo siadło. Do mety dobiegłem ze stratą 14 sekund do upragnionej życiówki. Oczywiście smutek, żal itd. Gdyby pobiec każdy kilometr o niecałe 2 sekundy szybciej…

Wniosek jest z tego biegu prosty: Na dobry wynik trzeba zapracować na treningach, a nie walczyć na zawodach, bo wtedy to już za późno. Problem w tym, że nigdy nie przygotowywałem się specjalnie pod dystanse inne niż maraton. Maraton był celem nadrzędnym i pod niego były treningi, a dziesiątki i półmaratony biegałem „z marszu”. Trzeba to zmienić, bo inaczej jeszcze na życiówkę na 10 km poczekam."

 

Michał Walkowiak:

 

"To był mój pierwszy start w ta dużym biegu ulicznym a właściwie pierwszy w ogóle. A zaczeło się dawno bo aż 4 lata jak założyłem się ze dam rade dobiec do mety bez większych problemów. Nie no aż tak długo się nie przygotowywałem bez przesady mimo ciągłego kontaktu z piłką i sportem nigdy nie biegałem bo poprostu nie lubiłem, to od zawsze była trudna miłość. Zdecydowanie wole harnąć w gałe, lub popływać czy pojezdzić na desce niż biegać. No ale jakoś sie przemogłem i pierwsze kroki na gnieźnieńskich trasach stawiałem jakieś dobre dwa lata temu. Zaczęło się od dwóch trzech kółek na Wenecji. Po pierwszych treningach zdecydowałem się zakupić moje pierwsze biegówki i zdecydowanie nie polecam biegania w tzw. halówkach. Później już jakoś poszło dopingowały mnie moje zbędne kilogramy, które z msc. na msc. narastały aż zdecydowałem sie je zrzucić. Początki biegania były mega trudne ale po jakimś czasie raz udało mi się przebiec 8km i to był dla mnie nie lada wyczyn jak dobrze ze nie wystartowałem w biegu 3 lata temu bo na 100% dałbym sobie z tym spokój. Później przyszła jesień, zima i tak to sie wszystko rozmyło... ale od początku roku cała ta nagonka na zdrowy tryb życia aplikacje ślędzące treningi, obliczające kalorie to wszystko no i chęć wyrzeźbienia figury, zmotywowało mnie do kontynuowania mojej trudnej miłości... Pierwszą dyszkę zapodałem w górach, z perspektywy czasu decyzje uważam za sluszną jednak w trakcie biegu walczyłem ze swoimi wszystkimi demonami. Ci co biegają już dłużej lub od zawsze nie pamiętają już jak to jest jak wyłączają się wszystkie siły, nie czujesz w sobie grama mocy a mimo to biegniesz i nie możesz przestać aż nie dolatujesz do mety. Z tą historyczną prawie dychą (bo wyszło 9,5)wiąże się jednak śmieszna historia. Wybiegając było jasno ale jak wracałem księżyc świecił jak szalony, bedąc w transie biegowym pomyliłem drogi na rozjeździe i pobiegłem inna trasą, na 7 km z gospdarstwa wybieg nie mały pies i zaczął mnie gonić (życiówka poszla na km) po tym jak udało mi sie uciec, zaczeło docierać do mnie to że tędy nie biegłem a plan był taki zeby biec i wrócić tą samą trasą. Endomondo mówi: przebiegłeś 9km , myśle K**** przecież tam było pełno zabudowań a tu czarna dupa ciemno i nic pozatym. 9,5 km moim oczom ukazała się przelotowa Trasa do Kłodzka. Stanąłem zaśmiałem się na głos i przeklnąłem! zgubilem się! Przez chwile pomyslałem ze pobiegne z powrotem ale ucieczka przed psem, który chcial mnie zjeść skutecznie przekonała mnie do tego zeby zadzwonić po Rafała(dzięki Rafał za misje ratunkową!). Po tym jak przebiegłem taki dystans obiecałem sobie że nigdy więcej tego nie zrobię, łydki drżały uda bolały ledwo co chodziłem... Jednak po tym roadtripie na zagranicznej ziemii jakoś już poszło, przed samym Biegiem Europejskim od początku roku zrobilem ponad 140km nie jest chyba źle jak na amatora... Plan na bieg był taki żeby zobaczyć jak to wszystko wygląda od środka bez żadnej taktyki z równym tempem bez szarpania na totalnym luzie. Przyjechało do mnie dwóch znajomych i na początku umowiliśmy się, że biegniemy razem jednak przed samym biegiem zadecydowaliśmy, że każdy biegnie swoim tempem. Po tym jak ruszyła machina i ponad 800 os. w tłumie zaczeło się rozpędzać zagineli mi w tłumie. Tak biegnąc oni myśleli, że jestem przed nimi a ja że są za mną. Do 6km biegłem z Przemkiem , ktory namawiał mnie juz w zeszlym roku na start ale nic z tego nie wyszło a dla odmiany ja namówilem go w tym bo wraca do biegania po kontuzji. Tempo równiótkie 5:30-5:15 oprócz pierwszego km 6:30, gdzie beigliśmy z tłumem w tylnym ogonie. Tak przebiegliśmy do 7km gdzie okazało się, że moim przyjaciele są przedemną , podziękowałem za wspólny bieg Przemowi i zacząłem moją walkę z samym sobą by dogonić moją dwójkę! w końcu na moim terenie nie mogłem dać ciała! To wszystko przełożyło się na tętno powyzje 190 i czasy 4:48 5:09 i 4:38. Pierwszego koleżke minąłem jeszcze na 3 mostach, a drugiego dopiero na długiej prostej na ul. Chrobrego. Obiecałem, że ostatnia prosta będzie na petardzie i tak też było. Ostatnie 300m biegłem już na totalnej rezerwie i tylko na resztkach endorfiny i adrenaliny wydobytych przez bijących brawo kibiców. Na metę wpadłem równo według czasu datasport 53:04, życiówka poprawiona o 1:30s. Emocje związane z biegiem były ogromne nigdy nie uczestniczyłem w czymś takim i muszę stwierdzić, że bardzo mi się spodobało i bylem w szoku jak to wszystko wygląda, profesjonalna organizacja pakiety startowe i mega przyjaźni ludzie, z ktory można było porozmawiać podczas trasy. Tak mi się spodobało, że już zapisałem się na kolejne biegi. Reasumując moja przygoda z bieganiem tak naprawdę dopiero się zaczyna i mam nadzieję, że spotkamy sie znów w Gnieźnie na biegu Lechitów do czego muszę sie skrupulatnie przygotować bo w tak długim dystansem jeszcze się nie mierzyłem. Czym jest dla mnie bieganie? Dyscypliną , której zawsze mi brakowało, systematyką, która udowadniam sobie co trening, że nie odrazu Rzym zbudowano i trzeba walczyć z samym sobą a efekty przyjdą tylko trzeba poczekać. Walką i poznawanie siebie samego... Dziekuję wszystkim , którzy przyczynili się do tego że wystartowałem w biegu, Piotrkowi i Kubie za przyjazd do Gniezna, Przemkowi za doping i równe tempo, Bodzi za masaże i doping. Bergolowi za cenne uwagi i pomoc w początkach biegania. Andrzejowi za organizacje i Klaudiuszowi za lekcje w-fu. I kibicom za doping. Zakładajcie buty i do zobaczenia na Gnieźnieńskich trasach. Peaceee "