WUTM na zakończenie sezonu


"Bergol" jak przystało na ultrasa swój sezon startowy zakończył na trasie dłuższej niż standardowy maraton. W końcu życie ultra zaczyna się za tabliczką 42 kilometra.



Dariusz Berg:

   "To był dla mnie ciężki sezon startowy mimo tego chciałem go z kilku powodów zwieńczyć jakimś biegiem w górach. Wybór padł na Winter Ultra Trail Małopolska. Zima, góry, śnieg i tak dalej miały stworzyć solidny klimat. Na zawody pojechaliśmy w swoim stałym i niezawodnym składzie czyli z Aśką i Jakubem Królami. Oznaczało to, że logistycznie ogarnięte będzie wszystko perfekcyjnie. Rzecz jasna wszystko oprócz mojego plecaka :)

   Na tym biegu do pokonania mieliśmy niecałe 46 kilometrów po górach Beskidu Wyspowego z przewyższeniami powyżej 2600m. Liczyłem na śnieżną aurę i zebranie doświadczenia biegowego w takich warunkach. Niestety albo i może stety jak się później okazało przed samym startem wiatry halne wywiały sypki śnieg do minimum zostawiając w obrębach szczytów jedynie niebezpieczną pokrywę lodową. Tym samym znaczną część szlaków pokrywała ziemia lub błoto.

   Wystartowaliśmy w sobotę o ósmej rano w blisko 250 osobowym tłumie. Na pierwszych dwóch podejściach tempo dyktował Jakub zadziwiając formą. Potem na zaśnieżonym i oblodzonym zbiegu puściłem się jak zawsze bez kalkulowania w dół pędząc na zabój. Jak to mówimy "nastąpił strzał" i poleciałem swoje.

   Kto był w Beskidach ten wie, że na szlakach pod nogami spotka się przede wszystkim błoto i luźne, śliskie kamienie. Tutaj naprawdę bardzo łatwo o potknięcie się, poślizgnięcie i upadek. Po raz kolejny przekonałem się również o tym, że te "pagórki" po kilkaset metrów mają swój pazur wynikający z ich kąta nachylenia. Ostatnia góra na trasie - Szczebel (977m n.p.m.) - to po prostu Golgota. Pokonanie dwóch kilometrów szlaku prowadzącego na ten szczyt zajęło mi czterdzieści minut męki. Momentami podejście zbliżało się do profilu pionowego. Zbieg rzecz jasna dorównywał "jakością" wcześniejszemu zdobywaniu szczytu o ile go nawet nie przewyższał. Co chwila trzeba było ratować się jakimś drzewem. Osuwające się kamienie podnosiły ryzyko niebezpiecznego upadku. Tutaj zrozumiałem dlaczego obowiązkowe było wykupienie polisy NNW na czas zawodów.

   Cały bieg pokonałem bez kalkulacji i oszczędzania sił na potem. W efekcie zakończyłem imprezę na 67 miejscu w klasyfikacji generalnej z czasem 07:05:24."