Ostatni będą pierwszymi, czyli jeszcze jedna relacja z Lizbony


Oto przykład jak nie warto się śpieszyć (to stwierdzenie oczywiście nie dotyczy biegania). Adrian przysłał jako pierwszy swoją relację z wyjazdu, ale "czynniki obiektywne" sprawiły że ukazuje się dopiero teraz. Ale znając Adriana, wierzę że wybaczy :)



LIZBONA GRUPA SZTURMOWA

 

Gdy usłyszeliśmy pomysł wyjazdu do stolicy Portugalii na półmaraton praktycznie kazy trening był temu podporządkowany hektolitry potów wylanych na treningach tygodnie diet mających na celu poprawienie wagi oraz zdrowy tryb życia miał nas poprowadzić do jednego celu zwanego „życiówka” . Wylatując do Lizbony wiedzieliśmy jedno że zrobliśmy to co mogliśmy , że musi być dobrze . Odebraliśmy pakiety , już tam było czuć atmosfere zbliżających się zawodów pierwsze zdjęcia z numerami startowymi , adrenalina rosła . Leżąc w łózku rozgrywałem ten bieg w myślach dodawałęm sobie pewności siebie myśląc „zrobisz to”. Staneliśmy wkońcu na lini startu nie liczyło się już nic ani temperatura ani wiatr byliśmy tylko my i czas . Ruszając biegnąc około 3km tym pięknym mostem , hamując się żeby tylko nie umrzeć na połowie dystansu wtedy już wiedzieliśmy że będzie dobrze . Gdy mijaliśmy 15km Ja i Przemek przybijając sobie przysłowiowego „żółwia” tego już się nie dało zmarnował ostatnie 4 km to już szaleństwo tempo podobne do tego którym biegniemy zawody na 10km jeszcze 200… 100… i Meta życiówka pobita o 4 min znaczyła że będzie to piękny dzień ( no i że tego dnia można będzie odpalić : )  )  .

 

Ostatecznie tzw Grupę szturmowa stworzyliśmy : Prezes , Bartek Aleksandrowicz , Ja , Przemo . Piotrek Stefański i Mariusz Czapliński . Kto wygrał to raczej pytanie retoryczne …  : )

 

Wyjazd do Lizbony był jednym z piękniejszych chwil w moim życiu , czas spędzony tam był niesamowity . No i z dumą i wypiętą piersią można powiedzieć „Moja życiówka została w Lizbonie”

Galeria