Obudź w sobie dzika w Miłosławiu.


Jesteś dziki? Drzemie w Tobie dziki zwierz? Zeby się przekonać czy dotyczy to nas, postanowiliśmy sprawdzić :) Jak nie spadniesz z liny do wody to się nie dowiesz, więc... postanowiliśmy spaść ! Wątpliwości było mnóstwo, czy dam radę, czy nie jestem za słaba, czy nie jestem za stary, czy ukończymy, a jeśli, to czy będziemy ostatni...



 

 

 "Lepiej spróbować i żałować, niż żałować że się nie spróbowało, więc klamka zapadła.

 

Każdy "pierwszy raz" przynosi wiele wątpliwości, niejasności, zagadek. Trzeba więc stanąć na starcie i... pobiec żeby się przekonać!

 

I się przekonaliśmy :)

 

Największe obawy u Asi budziła woda, u mnie - wspinaczka. Jej obawy rozwiały się po pierwszym brodzeniu po pas w jeziorze, moje sprawdziły się przy wchodzeniu po linie. Przeszkody wodne generalnie sprawiały więcej przyjemności niż kłopotów, nawet gdy szło się po pas w wodzie z workiem piasku lub oponą na ramieniu. Czołganie się po błocie i kamieniach pod drutem kolczastym dało się przeżyć, nawet gdy trzeba było pod górkę pchać przed sobą oponę, ale wyjście po linie z błota już nie wywoływało uśmiechu na twarzy...

 

Rozgrzewając się przed biegiem widzieliśmy przedostatnią przeszkodę - kontener z wodą. Na jego widok mieliśmy gęsią skórkę. Gdy jednak do niego dotarliśmy - był jedną wielką przyjemnością :) i nawet brodzenie w stojącej wodzie zarośniętej rzęsą wodną nie mogło tego przebić :)

 

W pewnym momencie złapaliśmy się na tym że mówią do nas per pan i pani i zdaliśmy sobie sprawę z tego że ktoś tu do czegoś nie pasuje, a już całkowita załamka nastąpiła po ogłoszeniu wyników - i Asia i ja zajęliśmy  4 miejsca w swoich kategoriach. W naiwności swojej myśleliśmy że to było najgorsze... Najgorsze poczuliśmy następnego dnia rano, właściwie czujemy to do dziś :)

 

Te mięśnie i stawy które nas bolą, nigdy nas przy tradycyjnym bieganiu nie bolały.

 

Ale satysfakcja z tego że się sprawdziliśmy - pozostaje !"

 

Galeria