ŁUT150 - 2017


Tej jesieni nasi klubowi ultrasi ponownie zaatakowali najdłuższą trasę jednego z najciekawszych festiwali biegów górskich w naszym kraju - Łemkowyna Ultra Trail.



Dariusz Berg:

   "Po zeszłorocznej edycji impreza została nazwana przez uczestników "Błotowyną". I tak też wyglądały nasze przygotowania do tegorocznego startu. Dużo wybiegań w terenie, po błotnych odcinkach. Im mocniej padało tym nas bardziej ciągnęło na trening. Tym samym obuwie biegowe nie nadążało schnąć a my co raz bardziej traktowaliśmy spodziewane warunki jako swoje naturalne. Życie jednak ustawia swoje karty według własnego uznania. Orgowie przesunęli termin zawodów o dwa tygodnie, opadów było jak na lekarstwo i tym samym warunki na trasie były co najmniej o 60% łaskawsze od poprzednich. Przełożyło się to choćby na rekord trasy ustanowiony przez czeskiego zawodnika Otevrel Vit, który zamknął licznik w czasie 16:39:48,0 !

Na szczęście my tak szybko nie biegamy i mamy czas poznać nieco bardziej Beskid Niski :)

 

   W tym roku uderzyliśmy na najdłuższą trasę (150km i przewyższenie ok. +/- 5900m) czteroosobowym składem: Dariusz Berg, Daniel Krause oraz Joanna i Jakub Królowie. To taki nasz niemal stały sztab wyjazdowy na wyzwania ultra co ma swoje duże plusy. Znamy się dobrze i długo, każdy ma swoje atuty więc uzupełniamy się znakomicie a na dodatek nie ma nudy. Kiedy więc przychodzi pora wyjazdu droga mija szybko a my docieramy w końcu do biura zawodów.

 

 

   W biurze ruch jak na dworcu. Wrzawa i zgiełk. Znajome twarze, towarzysze ze szlaku i stali bywalcy. Całość uzupełniają wolontariusze - jedna z lepszych wizytówek tego festiwalu. Jak zawsze pomocni i uśmiechnięci a wśród nich także nasi znajomi Darek oraz Kuba. Mając już doświadczenia z ostatniego startu przechodzimy weryfikację bez uwag. Po chwili Karolina Krawczyk uwiecznia nas z numerami startowymi na zdjęciu.

   Kręcimy się jeszcze trochę po okolicy, jemy obiad, dokupujemy brakującą spożywkę i udajemy się na zaplanowany sen. Wiemy przecież z edycji 2016, że brak snu to kluczowy element tego biegu. Okoliczności naszej miejscówki oraz mimo wszystko buzująca wewnątrz nas adrenalina nie pozwalają zasnąć na dłużej niż 20 minut. Przechodzimy zatem do pakowania się. Pakowanie zależne jest od warunków atmosferycznych. Im mniej będzie trzeba wrzucić do plecaka tym mniej będzie trzeba dźwigać na szlaku. Rozgrywamy zatem to najlepiej jak potrafimy. Godzinę przed startem opuszczamy ciepłe lokum niczym drużyna krasnoludów ostatni przyjazny dom w Rivendell. Zdajemy przepaki i czekamy na godzinę zero.

 

 

   Jest noc. Piątek. Zbliża się północ. Przechodzimy jeszcze jedną weryfikację przed wejściem do strefy startu na deptaku w Krynicy Zdrój. Wszędzie żarty różnej kategorii. Sposób na redukcję stresu. I nam się to udziela. Hasło "lewa wolna" albo tajemnica ciągu liter słowa "bóg" będą towarzyszyć do końca imprezy. Zaczyna się odliczanie. 9...8...7..6..5...4..3...2...1..START!!! Wybija północ a my zaczynamy podążać za sznurem latarek czołowych. "

Galeria