Historia z rowerami w tle.


Spotkali się na biegu... Myślisz że będzie banalnie? Nie!



On biegł, Ona kibicowała (to był jedyny raz gdy była na biegu jako kibic). Po biegu rozmawiali. O bieganiu? Nie! o rowerach :)
Minęło kilka dni, Ona pojechała na pierwszy swój maraton, on pobiegał sobie w (nomen-omen) Skokach.
Minęło kilka dni, dalej rozmawiali o rowerach. No dobrze, o bieganiu też...
On namówił Ją na Koronę Półmaratonów, Ona Jego na Koronę Maratonów, ale... przedtem rowery :)
Polskie wybrzeże z zachodu na wschód czyli trasa R10. Tydzień bez biegania :(
Po wakacjach ich pierwszy wspólny maraton.
Rozmowa po przebiegnięciu mety:
Ona: Ale pojedziesz ze mną do Dębna?
On: (z kamienną twarzą) No nie wiem...
mija 15 min...
On: (z twarzą jak to po maratonie) Pojadę!
A potem wspólne treningi, treningi, starty, treningi i już Nowy Rok...
Gdynia - półmaraton
tydzień później Poznań - półmaraton
tydzień później Dębno - maraton i Jej Ściana
miesiąc później Kraków - maraton. On biegł bez Niej i przypomniał sobie jak to jest biec samemu
miesiąc później Grodzisk - półmaraton i apogeum radości biegania
tydzień później Wrocław - półmaraton. Wrocław nocą.
3 miesiące później znowu Wrocław, tym razem królewski dystans i Jej strach przed 18-tym kilometrem
tydzień później Gniezno - Półmaraton i radość z Korony Półmaratonów
miesiąc później Poznań - Maraton i brak sił na radość z Korony Maratonów
 
 
Taka historia...
 
Aha, życzliwie śpieszę donieść, że zamiast przygotowywać się do wrocławskiego maratonu to remontowali dom, bo jakoś tak znudziło im się dojeżdżanie na wspólne treningi i postanowili zamieszkać razem...
Na rowerach oczywiście dalej jeżdżą :)
 
-Leszek Wojtaszak