Kolejna edycja kultowego biegu.
Do Biegu Lechitów podchodzę ze szczególnym sentymentem, ponieważ jakieś 9 lat temu, gdy zacząłem swoją przygodę z bieganiem ten bieg był moim pierwszym startem w zawodach.

Pamiętam jak dziś moje podejście do tamtych zawodów. Sprawdzę się, zobaczę czy dam radę, w końcu to 21km. No i dałem radę, a teraz nawet udaje mi się pościgać z podobnymi do mnie ambitnymi amatorami.

O organizacji złego słowa nie mogę powiedzieć, pakiet był super a kufel w nim już stał się moim ulubionym. Pisząc ten artykuł, o pakietowej koszulce powiem, że jest już sprawdzona ponieważ poniedziałkowy trening zrobiłem dumnie prężąc klatę w tym że tekstyliu.


Sam wyścig trochę zawaliłem. Od startu poszedłem bardzo mocno ambitnie celując w wynik poniżej 1:19. Do Łubowa szło fantastycznie, jednak temperatura jak dla mnie była trochę za wysoka, otwarta przestrzeń na trasie potegowała dodatkowo uczucie ciepła i gdy minąłem Woźniki już tylko walczyłem o przetrwanie żeby wyjść z tej potyczki z twarzą.

Wynik jaki uzyskałem na mecie mimo wszystko mnie zadowala, pokazuje stabilną formę.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Tomek, który zdzierał głos na Wenecji żeby jeszcze na ostatnich kilkuset metrach wycisnąć co się da z mięśni i płuc. Szkoda Tomek, że nie udało nam się tego dnia ścigać ze sobą.

Kolejny półmaraton już za dwa tygodnie na Węgrzech.

Wierni czytelnicy moich relacji trzymajcie kciuki aby tak jak podczas 42 Biegu Lechitów wiatr wiał w plecy.

Czekamy na Ciebie

Klub Altom © 2019. All rights reserved.